O tym, że boję się latać samolotem wiedzą wszyscy, którzy mnie znają. Serial "Katastrofy w przestworzach" znam na pamięć a podczas lotu nasłuchuję czy przypadkiem coś nie odpada. Przez okno też wolę nie wyglądać, bo jeszcze dopatrzę się jakiegoś odstającego nita na skrzydle. Najgorszy w zasadzie moment to ten, kiedy mam już kupione bilety a do lotu zostało kilka miesięcy. To wtedy katuję się oglądaniem katastroficznego serialu. Nie pytajcie dlaczego. To jest silniejsze ode mnie. Kiedy już jednak usiądę w samolotowym fotelu zaczynam obojętnieć. Bo tak czy siak wyląduję przecież na ziemi ;).
Owszem słuch mam wyjątkowo wyostrzony w tym momencie i z niecierpliwością patrzę na zegarek, kiedy w końcu będziemy lądować. Najdziwniejsze jest to, że z całego lotu najbardziej lubię sam start i lądowanie, natomiast zupełnie nie odpręża mnie kawa podawana w samolocie. Za alkoholem nie przepadam, więc nie podpijam na pokładzie, poza tym mam chorobę lokomocyjną i bez małej okrągłej tableteczki się nie ruszam. A jej łączyć z % nie można. Zrozumiecie mnie zatem, że przejeżdżając kolejny raz koło Lockerbie musiałam się tam w końcu zatrzymać. I w tym momencie mój dowcip się kończy.
21 grudnia minie 29 rocznica, kiedy to spokojne, szkockie miasteczko stało się niestety sławne na całym świecie. Starsi z was zapewne pamiętają to wydanie Dziennika Telewizyjnego:
Autostradą położoną koło Lockerbie przejeżdżaliśmy wielokrotnie, nigdy jednak nie mieliśmy na tyle czasu, aby skręcić do miasteczka. W miniony weekend też nam się spieszyło i do centrum nie wjechaliśmy. Nie mogłam natomiast pominąć Lockerbie Garden of Remembrance.
21 grudnia 1988 roku 259 pasażerów i członków załogi miało odbyć spokojny lot z Londynu do Nowego Jorku. Wielu z nich wracało na Święta Bożego Narodzenia do domu. Boeing 747 linii Pan American World Airways wystartował z Londynu z 25 minutowym opóźnieniem. Leciał korytarzem przebiegającym przez Anglię i dopiero nad Szkocją miał wylecieć nad Atlantyk. Niestety nad szkockim Lockerbie rozpadł się w powietrzu na kawałki. Zginęli wszyscy pasażerowie i członkowie załogi. Część szczątków spadła na domy, zabijając kolejnych 11 osób. Najmłodszy uczestnik lotu miał 2 miesiące, najstarsza kobieta, 82 lata. Ofiary pochodziły z 21 krajów, najwięcej było Amerykanów.
Nie będę Wam opisywała przebiegu śledztwa, bo to możecie zobaczyć sobie TU . Katastrofa nad Lockerbie była drugim największym (po Air India 182) atakiem terrorystycznym na świecie przed 11 września 2001 roku. Bomba ustawiona była tak, że samolot miał rozlecieć się nad Atlantykiem. Utrudniałoby to oczywiście przeprowadzenie śledztwa i pewnie nigdy nie poznalibyśmy przyczyny katastrofy. Zamachowcy nie przewidzieli jednak, że lot będzie opóźniony, a samolot rozpadnie się jeszcze na lądzie.
Nasze auto zostawiamy na niewielkim parkingu przed cmentarzem. Jest sobotni mroźny poranek. Na cmentarzu mija nas tylko jeden mężczyzna, który uprawia jogging.
Zgodnie ze strzałką kierujemy się w stronę "Ogrodu pamięci".
Bardzo lubię brytyjskie, stare cmentarze. Lubię ich estetyczność, brak ozdób, sztucznych kwiatów w niezliczonej ilości, czy zniczy. Tu pamięć o zmarłym nosi się w sercu a nie na nagrobku.
Oni wierzą, że zmarły idzie do lepszego świata, stypy nie są smutnymi imprezami, a sztuczne ognie to częsty element pożegnania.
Niektórym pomimo wszystko ciężko zaakceptować stratę bliskich i dają upust swoim uczuciom na nagrobkach :
Na końcu cmentarza znajduje się miejsce upamiętniające 270 ofiar katastrofy lotu Pan American.
I tu już nie mam nic do dodania, zostawiam Was w ciszy i zadumie.


Komentarze
Prześlij komentarz