Wrocław-październik 2017
Po kilku latach nieobecności w Polsce, postanowiłam w końcu odwiedzić naszą ojczyznę. Doszłam do wniosku,że moje młodsze dzieci są już na tyle duże, że zapamiętają tą podróż. Oczywiście wypad do Polski potraktowałam turystycznie, a w rodzinne strony zawitaliśmy jedynie na pięć dni. To była moja pierwsza podróż z dziećmi bez męża i jestem z siebie bardzo dumna, bo nie zgubiliśmy się, wróciliśmy cali i zdrowi. Podczas naszych wyjazdów to mój mąż ogarnia sprawy orientacji w terenie. Mnie wydawało się zawsze, że nie będę sobie w stanie poradzić i najzwyczajniej w świecie zaginę w gąszczu nieznanych mi ulic. Okazało się jednak,że radziłam sobie bardzo dobrze i ani razu nie użyłam map, które wgrał mi do telefonu mój najstarszy syn.
19 paździenika wsiedlismy na pokład samolotu. Moje serce pracuje w takich momentach podwójnie i czasami czuję jakby chciało wyskoczyć. Latać nie znoszę nic, i nikt tego nie zmieni.
Lot do Wrocławia był spokojny, pogoda również dopisywała aż do momentu lądowania. Przez chwilę zastanawiałam się, czy aby na pewno dolecieliśmy do Polski, bo mgła , która nas przywitała na lotnisku, wskazywała, że chyba jednak zawróciliśmy do Anglii.
Pracownicy lotniska nie pozostawili złudzeń-jesteśmy w Polsce. Miałam cichą nadzieję, że coś się zmieniło przez tyle lat mojej nieobecności w kraju. Niestety grobowe miny i brak uśmiechu świadczyły, że niestety w tej materii nic się moi rodacy nie zmienili. Możecie mnie zganić teraz, ale wolę już tą angielską hipokryzję niż ogólny brak zainteresowania drugą osobą. Niestety tu nawet ludzie nie odwzajemniają uśmiechów. A może ja miałam pecha i napotkałam takie osoby. Powiem wam jednak,że to nie tylko moje spostrzeżenie, bo moje dzieci również zauwazyły,że wszyscy są " rude" .
Większość z Was zapewne wie, że kolekcjonuję naparstki. Przywożę je ze swoich podróży, ale również wymieniam się z innymi kolekcjonerami, bądź kupuję na internetowych aukcjach.
Pierwszego dnia, podczas mojego pobytu we Wrocławiu spotkałam się z dwoma kolekcjonerkami z Dolnego Śląska.
To było bardzo udane popołudnie i mam nadzieję,że jeszcze kiedyś się spotkamy.
Drugiego dnia naszej wrocławskiej przygody udaliśmy się do ZOO. Obudziliśmy się wprawdzie znowu skąpani we mgle, ale na całe szczęście koło południa szarość ustąpiła i do końca dnia słoneczko ogrzewało nasze ciała.
Nie udało nam się obejść całego obiektu, bo najzwyczjaniej w świecie zaczęły boleć nas nogi i resztę zaierzaków odpuściliśmy.
Zwiedziliśmy wydaje mi sie najważniejsze miejsca w ZOO i w sumie wróciliśmy usatysfakcjonowani z tego wyjazdu.
Wrocławskie ZOO odwiedziłam po raz pierwszy w życiu, ale czuję do niego sentyment. Jakieś 30 lat temu byłam zafascynowana programem " Z kamerą wśród zwierząt" i moim marzeniem była praca ze zwierzętami. Napisałam nawet list do państwa Gucwińskich i wiecie, że dostałam odpwiedź?! Później, kiedy nastąpiła nagonka na nich, że zwierzęta sa przetrzymywane w złych warunkach, nie mogłam w to uwierzyć. Byli moimi idolami z dzieciństwa i trudno było mi się pogodzic z myślą, że to co widziałam w dzieciństwie w TV było nieprawdą i że zwierzęta tam żyjące nie sa tak szczęśliwe, jak w ekranie telewizora. Pewnie pomyślicie teraz, że zwierzęta w ZOO wogóle nie są szczęśliwe. Ja mam na ten temat odmienne zdanie. Przecież one urodziły się już w niewoli i nie znają takiego życia, jakie prowadzili ich przodkowie. Warunki w jakich żyją teraz uważam ,że są dobre a dzięki takim obiektom, my możemy pokazać naszym dzieciom na żywo zwierzęta, których pewnie nigdy nie zobaczylibyśmy w ich naturalnym środowisku.
Zajrzeliśmy oczywiście do Afrykarium, które okazało się być bardzo sympatycznym miejscem i gdyby nie wycieczka szkolna, którą pani przewodnik poganiała, to spędzilibyśmy tu więcej czasu.
I tu taka moja mała dygresja, po co są organizowane takie wycieczki dla dzieciaków, skoro nie mogą one postać i podziwiać wodnego świata? Myślę, że niewiele wyniosą z takiego wyjazdu, bo przemieszczanie się w zawrotnym tempie z jednego okna akwarium do drugiego nie przynosi żadnej korzyści. Nie wiem nawet, czy zdążyli zobaczyć rekina. Mnie bardzo przeszkadzał i wręcz irytował głos przewodniczki.
Kolejny dzień i tak na prawdę ostatni we Wrocławiu spędziliśmy równie ciekawie, o ile nie jeszcze fajniej niż w ZOO.
Najpierw udaliśmy się na Dworzec Świebodzki do " Kolejkowa".
Informację o nim znalazłam na którymś z podróżniczych blogów i miejsce to stało się moim celem.
Za 19 zł, które musi zapłacić tu dorosła osoba, wchodzimy w minaiturowy świat Dolnego Śląska. Muszę Wam powiedzieć,że ja nigdy w tym rejonie Polski nie byłam. Nie znałam ani Wrocławia, ani Karpacza i innych miejsc, które zobaczyłam w Kolejkowie.
Kiedy byłam małą dziewczynką kolekcjonowałam razem z tatą minaturowe kolejki. Tata robił mi stacje kolejowe, kupował nowe tory i rozjazdy. Mam nadzieję, że sam kiedyś wybierze się w to miejsce i przypomni sobie, jak ponad 30 lat bawił się ze swoją starszą córką :).
Nie wspomnę już tu o moim mężu, którego miałabym problem wyciagnąc z tego miejsca. Obiekt nie jest duży a my spędzilismy w nim około dwóch godzin, stojąc i brzydko mówiąc"gapiąc się" na przejeżdżające obok nas ciuchcie.
Prosto z "Kolejkowa" udaliśmy się na rynek, aby w końcu poszukać krasnali. W informacji turystycznej zakupiliśmy mapkę z nadzieją odnalezienia kilku małych gnomów.
| Nie mogło być inaczej-ja i Krasal Turysta :) |
Oczywiście krasnali tu pod dostatkiem i za kazdym rogiem czaił się nowy psotnik. Ile ich znaleźliśmy, tego Wam nie napiszę, bo po 30 straciliśmy rachubę a mapa została schowana do kieszeni-była bowiem nieaktualna. Krasnali przybywa w zawrotnym tempie i chyba nikt nie jest już w stanie policzyć ile ich tak na prawdę jest.
i pospcerowaliśmy po pięknym rynku:
Dzieciaki zaświeciły w Katedrze świeczkę dla babci:
Pobawiliśmy się w łapanie baniek mydlanych:
Po krótkim odpoczynku udaliśmy się w stronę naszego mieszkanka, które następnego dnia rano opuszczaliśmy, aby udać się w podróż do naszej rodzinnej Częstochowy.
Do Wrocławia wrócimy napewno, bo zobaczyliśmy niewielką jegoczęść i nabraliśmy ochoty, aby zobaczyć więcej krasnoludków.







Komentarze
Prześlij komentarz