Takiego wpisu jeszcze na moim blogu nie było-dziś Anglia w śnieżnej odsłonie.
Dawno mnie tu nie było. Zima to nie jest czas, kiedy jestem podróżniczo aktywna. Zamieram na te kilka miesięcy i wolę spędzać czas w ciepłym domu. Dzisiejsza pogoda spowodowała jednak, że wyściubiłam mój nos z domowych pieleszy i wybrałam się na spacer po okolicy.
"Bestia ze wschodu" dotarła do północnej Anglii, zamknięto szkoły, sporo właścicieli zakładów pozamykało swoje biznesy. Nawet miałam dziś problem z zakupem pieczywa. Ot uroki mieszkania w małej mieścinie. Aby nie oszaleć w domu z nudów, wyciągnęłam dzieciaki na spacer.
Dziś zaproszę Was do Wolsingham, moim zdaniem wioski, ale oficjalnie ma ona status "town", czyli miasteczko. Naszą wycieczkę zaczynamy od "Duck land", czyli miejsca, gdzie żyją sobie kaczki.
Wbrew pozorom nie mają wcale źle, bo są dokarmiane przes starszych mieszkańców, którzy mają bzika na punkcie ptaków.
Z "kaczego dołka" kierujemy się do głownej ulicy. Na wprost nas wyrasta budynek, który od 1892 roku był szkołą dla dziewczynek w wieku od 4 do 16 lat, prowadzoną przez Zgromadzenie Sióstr Miłosierdzia. Od 2004 roku budynek został przekształcony na mieszkania.
Przechodzimy na drugą stronę ulicy
Przy tej samej ulicy znajduje się Kościoł Metodystów.
A na jej końcu tej samej ulicy jest Kościół Anglikański, przy którym usytuowany jest cmentarz.
Komentarze
Prześlij komentarz