Derwent Reservoir-maj 2019
Nie będę kłamać...często ciągnie mnie gdzieś dalej niż w najbliższą okolicę. Bliskie mojemu sercu jest Yorkshire i Lake District. To pierwsze za piękne małe, klimatyczne miasteczka, to drugie za widoki dające ucztę moim oczom. Zdarzają się jednak weekendy, rzadko to fakt, kiedy nie chce mi się spędzać w aucie kilku godzin. Nie chce mi się także siedzieć w ogródku, ponieważ moje niezdiagnozowane ADHD daje o sobie znać po półgodzinnym leżakowaniu.
Ostatnia niedziela była właśnie taka, że "gdzieś bym pojechała, ale niezbyt daleko". Padło zatem na Derwent Reservoir , nad którym byliśmy już niejednokrotnie. Tym razem chciałam jednak zabrać dzieciaki na coś dobrego, coś czego jeszcze nie próbowały. Oczywiście nie tak hop siup, bo najpierw tam musimy dotrzeć, a ja zazwyczaj nie kładę wszystkiego dzieciom pod nos. Co to oznacza? Oczywiście, długi spacer, a później nagroda.
Auto zostawiamy na parkingu przy tamie i spokojnym spacerkiem ruszamy w kierunku knajpki, którą chcemy odwiedzić.
Po przejściu całej tamy, musimy zrobić odpoczynek. oczywiście, że nie musimy, ale chcemy, tzn. dzieci chcą, bo chodzenie jest takie nudne.
W czasie spaceru spotykamy kilkoro znajomych i czujemy się jak w Polsce. Z małymi owieczkami też próbujemy rozmawiać.
Po ponad godzinnym spacerze docieramy do Boat Shack. Jest to niewielka knajpka, w której można zjeść coś dobrego, napić się, albo zasłodzić w dosłownym tego słowa znaczeniu.
W zasadzie przyciągnęłam tu dzieci na pyszne milkshake, ale moje dzieci popatrzyły na zdjecie w menu i wybrały, to co mają w każdej knajpce, czy nawet spożywczaku, czyli slush.
Ja natomiast skusiłam się na gofra z kremem orzechowym i "jelly", która okazała się być dżemem.
Krem orzechowy musiałam zdjąć, ponieważ w ogóle mi nie smakował. Ojjj jak mi się tęskni za goframi znad Bałtyku.
Na wszelki wypadek zamówiłam jednak jeden milkshake o smaku truskawkowym, a dzieci wybrały "design" jak to pani sprzedająca ładnie powiedziała. Okazało się oczywiście, że to przepyszny napój i dla mnie niestety niewiele zostało. Kolejka jednak była zbyt długa, aby z powrotem w niej stanąć, oraz czekać kolejne pół godziny na przyniesienie milkshake ( w sumie w knajpie spędziliśmy około godziny, najpierw stojąc w długaśnej kolejce, a później czekając na realizację zamówienia) .
Wychodząc z Boat Shack idziemy odwiedzić urocze alpaki i wracamy na parking tą samą drogą, którą przyszliśmy.
W drodze powrotnej zatrzymujemy się jeszcze na chwilkę na placu zabaw. Młodzi oczywiście idąc w stronę parkingu nie mieli już siły, tzn. "rozładowały" im się baterie, jakoś dziwnie na placu zabaw tryskali energią. Magia po prostu.
Taka własnie spokojna, leniwa niedziela była mi bardzo potrzebna.
Komentarze
Prześlij komentarz