Z wizytą u Williama Gibsona- Gibson's cave i Summerhill force -styczeń 2020

 Okres od listopada do końca marca to czas, kiedy najchętniej przesiedziałabym w domu przy kaloryferze. Dziś kiedy wstałam rano i spojrzałam przez okno mój depresyjny nastrój szybko minął, powód-słońce. Trzeba wykorzystać taką okazję i wyjść na dłużej z domuFakt, że zanim odjechaliśmy spod domu trzeba było zeskrobać szron z samochodowych okien, zabraliśmy jednak herbatę w termos na rozgrzanie i ruszyliśmy w stronę doliny rzeki Tees. 



Zanim dojechaliśmy do miejsca, które miałam dziś  w planach odwiedzić, musieliśmy przejechać przez góry-North Pennines. Dopóki nie zamieszkałam w Anglii, górskie klimaty za bardzo mnie nie pociągały.  Jednak od kiedy góry Pennińskie mam prawie za płotem, nie potrafię się oprzeć i często wsiadam w samochód  i jadę przed siebie. Moje oczy mają uciechę, bo krajobraz górski jest iście kosmiczny.  


Góry Pennińskie nie należą do wysokich.  Najwyższy ich szczyt-Cross Fell mierzy zaledwie 893 m n.p.m. Jest tu  mnóstwo wyznaczonych ścieżek dla pieszych, po których spacerujemy razem z owcami, czy krowami. Nie polecam tylko przechodzenia przez bramki, na których widnieje napis "bull" , bo wycieczka może skończyć sie źle, a nawet jeszcze gorzej ;) . 
Kierując się z miejsocowści Westgate do doliny rzeki Tees przejedziecie obok stoku narciarskiego (na zdjęciu poniżej) . Nie jest on wiadomo rewelacyjny, ale jest orczyk i można chociaż troszkę poczuć się jak w Alpach ;) , pod warunkiem, ze spadnie śnieg, a z tym to już tu jest gorzej. Dla narciarzy jest stronka na Facebooku, gdzie można śledzić zarówno prognozę pogody, jak również stan naśnieżenia stoku. 


Po 40 minutach docieramy do Bowlees Visitor Centre, które okazało się, że jest zamknięte do 15 lutego. 


Ruszamy zatem w kierunku wodospadu Summerhill. Wycieczka nie będzie jakoś szczególnie długa, ponieważ tablica informacyjna  pokazuje, że dystans do pokonania to zaledwie 600 metrów. Dobrze się składa, bo tyle to dziś możemy przejść.  Gdyby trasa była dłuższa to pewnie po drodze byśmy zamarzli.  




Po drodze mijamy wyrobisko, gdzie wydobywamo kiedyś kamień. Takich miejsc w górach Pennińskich jest sporo.  



Mijamy po drodze mniejsze i większe wodospady. Moja wyobraźnia zaczyna pracować na zwiększonych obrotach- jak tu musi być pięknie latem.  Kolejne pytanie, które kotłasi mi się po głowie, to dlaczego ja tu wcześniej nie dotarłam. 




Nie wiem nawet dokładnie ile czasu zajęło nam dotarcie z parkingu do wodospadu. Może to było 10 a może 15 minut. Zatrzymywaliśmy się po drodze, aby podziwiać chociażby  drzewa, czy stare gałęzie porośnięte mchem. 



Docieramy w końcu do Summerhill Force i do znajdującej się za nim "jaskini". Wodospad nie jest może imponujących rozmiarów, ma jednak za sobą półkę skalną, na której latem można stanąć.  Wodospad wtedy tworzy przed nami kurtnę z wody. Wnęka za wodospadem nazywana jest Gibson's Cave.  



Lokalna legenda głosi, że w XVI wieku wyjęty spod prawa William Gibson  po ucieczce z Barnard Castle ukrył się za wodospadem.  Kurtyna z wody zasłoniła Williama, który nie był widoczny dla straży.  Musiał być natomiast lubianym człowiekiem, ponieważ o jego życiu za wodospadem wiedzieli mieszkańcy okolicznych wiosek i przynosili mu jedzenie i ubrania.



Obiecałam sobie, że wróce tu jeszcze w tym roku, niech tylko liście pokażą sie na drzewach.


A na koniec zapraszam Was do posłuchania jak mruczy Summerhill Force:


Komentarze